im pomocy A. C. - felczer z D. został zamordowany (k. 335 – meldunek sytuacyjny z 14 sierpnia 1949 r.). Przesłuchani
świadkowie zmienili wówczas swoje zeznania składane przed prokuratorem, wycofując się z wcześniejszych oskarżeń
w stosunku do E. M.. Wynika to w sposób jednoznaczny z porównania protokołów zeznań złożonych przez nich w postępowaniu przygotowawczym i protokołów zeznań złożonych przed sądem. Inni świadkowie nie stawili się do sądu i w
ogóle nie złożyli zeznań, narażając się na kary grzywny (występowali potem o uchylenie grzywny, wyjaśniając, że ich
niestawiennictwo było spowodowane zagrożeniem ze strony bandy „(…)” k. 256). Ponadto, co trafnie zostało podniesione
w apelacji pozwanych (pkt 10) uwzględnić należało również ówczesny kontekst polityczny, w tym poczucie zagrożenia
towarzyszące w latach 40-tych Żydom ocalałym z Zagłady. Również ta okoliczność była rozważana przez pozwaną przy
dokonywaniu oceny i krytyki istniejących źródeł.
Przedstawiona w takich okolicznościach relacja E. D. (występującej wówczas przed sądem jako M. W.) wzbudziła u pozwanej wątpliwości. Z relacji tej wynikało, że była przez wiele tygodni ukrywana w stodole M. i karmiona, mimo, że była
bez grosza. Ponadto E. D. wspominała przed sądem, że w nocy w stodole E. M. było pełno Żydów, którym dawał on jeść.
Wyrobił jej także aryjskie papiery i wysłał na roboty przymusowe, co uratowało jej życie. O zamordowaniu ukrywających
się w lesie Żydów dowiedziała się z listu E. M. (syna A.). Odpowiedzialny za to był leśniczy, który został potem zabity
przez partyzantkę żydowską. Odniosła się także do złotych kolczyków zabranych przez E. M. zamordowanej Żydówce,
wyjaśniając, że „w 1945 r. narzeczony tej dziewczyny mówił mi, że M. oddał mu te kolczyki i chwalił go” (k.193-194).
Oceniając zgromadzone źródła pozwana jako bardziej wiarygodny uznała wywiad udzielony przez E. D. (M. W.) (…) w
1996 r. Jak argumentowała pozwana, wywiad ten został przeprowadzony wiele lat po wojnie, w bezpiecznym dla E. D. (M.
W.) otoczeniu, z dala od miejsc i postaci opisywanych wydarzeń. Wbrew twierdzeniom pełnomocnika powódki zawartym
w apelacji, treść tego wywiadu nie budzi wątpliwości, a jego dokładna analiza wyklucza pomyłkę co do wskazywanych
w nim osób. Poza sporem jest, że w czasie drugiej wojny światowej i w okresie powojennym we wsi M. mieszkało
dwóch E. M.: E. M., stryj powódki, pełniący wówczas funkcję sołtysa i młodszy od niego E. M., syn A.. Obie te postacie
występowały także w sprawie karnej – sołtys E. M. jako oskarżony i E. M., syn A. jako świadek. M. W. (E. D.) wbrew
zarzutom apelacji powódki nie pomyliła tych postaci. Wspominając E. M. – stryja powódki, najczęściej określała go
mianem sołtysa, natomiast mówiąc o drugim E., dodawała imię jego ojca A.. Podkreślić ponadto należy, że w udzielonym
wywiadzie E. D. odniosła się także pokrótce do składanych przez siebie zeznań w procesie E. M., starając się wyjaśnić
kierujące nią wówczas motywy.
Z jej relacji wynika, że po zamordowaniu syna, siostry i jej dzieci, została sama. „Ja biegłam z tego lasu z tego miejsca.
(…) Przyleciałam do M. i tam szedł taki mały chłopczyk, może 8 lat, a on mówi tak: Ty Żydówka. Ty nie możesz żyć. (…)
Pytam się, gdzie sołtys, weszłam do tego sołtysa M. E.” (…) Wiedział, że jestem Żydówka”. (…) Ja mówię, że ja mam
ausweis, (…) to może ja pojadę do Niemiec, tak zaraz powiedziałam. A on mówi, czy ty masz coś, wyniosłaś z getto”. W
dalszej części wywiadu M. W. wspomina, że E. M. zabrał jej m.in. sweter, spód jedwabny oraz połowę pieniędzy („zabrał
mnie 50 marek, ja miałam 100 marek, a 50 mnie zostawił”). Potem „poszedł ze mną na żandarmerię i powiedział, że
uciekłam z Niemiec” (…) ponieważ on jest sołtys i ma zapotrzebowanie, bo zawsze sołtys musiał dawać tych ludzi do
pracy do Niemiec, no to on mnie przeprowadził, żebym ja pojechała do Niemiec” (k.405-406).
Zdaniem sądu apelacyjnego nie budzi wątpliwości, że ten fragment dotyczył stryja powódki, tylko on był wówczas sołtysem, poza sporem jest także, że to on zgłosił E. D. na przymusowe roboty.
Wbrew stanowisku sądu okręgowego nie ma także sprzeczności w wypowiedzi E. D. (M. W.) o wysłaniu jej na przymusowe roboty. Zdaniem sądu apelacyjnego przestawiona przez nią relacja jest spójna. Z jej wypowiedzi wiadomo, że miała
ausweis, który kupiła od jakiejś Białorusinki. Po stracie rodziny sama udała się do sołtysa M. i zaproponowała, aby ją
zgłosił na roboty przymusowe do Niemiec. Należy zwrócić uwagę, że w użytych przez nią w wywiadzie z 1996 r. słowach
pobrzmiewa duża determinacja. E. D. nie miała wówczas nic do stracenia. Cała jej rodzina nie żyła. Nie miała, gdzie
się ukryć, a nawet małe dziecko wiedziało, że jest Żydówką. W tych okolicznościach wyjazd na roboty przymusowe do
Niemiec był dla niej jedynym ratunkiem. Oczywiste jest też, że nie mogła zgłosić się na roboty sama. Ludność polska
raczej unikała wywiezienia na roboty przymusowe, a zatem zgłoszenie się przez nią do władz niemieckich, czy też na policję, byłoby podejrzane. Natomiast przyprowadzenie jej przez miejscowego sołtysa jako osobę zbiegłą z przymusowych
robót, uwiarygadniało jej historię, a dodatkowo było korzystne dla E. M., który nie musiał wysyłać na przymusowe prace
mieszkańców własnej wsi. Zrozumiały jest także fakt, że nie wspominała o noclegu, skoro sołtys od razu odprowadził
ją na posterunek.
Wbrew stanowisku sądu okręgowego nie budzi większych wątpliwości ustalenie pozwanej dotyczące zabrania przez E.
M. należących do E. D. rzeczy, które udało jej się wynieść z getta. Natomiast okoliczność, że niektóre z tych rzeczy
później odzyskała, nie zmienia głównego ustalenia, że wcześniej przedmioty te zostały jej odebrane wbrew jej woli.
11