W niniejszej sprawie sąd okręgowy trafnie zwrócił uwagę, powołując się na utrwalony w orzecznictwie Europejskiego
Trybunału Praw Człowieka i Sądu Najwyższego pogląd, że nie jest rolą sądów rozstrzyganie o kwestiach sporów historycznych czy o wynikach badań naukowych. Jednakże nie wyciągnął z powyższej zasady należytych wniosków i zastosował ją w niniejszej sprawie w sposób błędny, zaś przyjęty przez niego standard rzetelności historyka, pozbawiający go
de facto prawa do krytycznej oceny źródeł, wypaczył tę zasadę.
W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Sądu Najwyższego podkreśla się, że przedmiotem ustaleń
sądu nie jest zaistnienie określonego faktu historycznego ani "przesądzenie", mocą autorytetu sądowego, że określony
fakt historyczny miał miejsce (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 lutego 2004 r., III CK 329/02). Nie powinna być
zatem przedmiotem postępowania sądowego ocena metodologii przeprowadzonych badań historycznych, krytyka źródeł
historycznych, czy weryfikacja tych źródeł, a tym samym ocena warsztatu historyka. Trudno podzielić stanowisko postulujące, aby sąd w ramach procesu cywilnego rozstrzygał o wiarygodności historycznych przekazów i źródeł, czy też
narzucał historykom, na jakich źródłach powinni dokonywać swoich ustaleń i które z tych źródeł w większym stopniu
zasługują na wiarę. Takie działania stanowiłyby bowiem niedopuszczalną formę cenzury i ingerencję w swobodę pracy
badawczej i pracy naukowej.
Podkreślić należy, że wolność badań naukowych obejmuje także wolność publikowania wyników badań i wygłaszania
opinii opartych na tych wynikach. Jeśli zatem w ramach prowadzonych badań historyk zgromadzi określony materiał
źródłowy, który podda krytycznej ocenie (zgodnie z warsztatem pracy historyka) – i w oparciu o zgromadzone źródła
ustali określone fakty, to działanie takie nie może być uznawane co do zasady za bezprawne.
Nie można podzielić oceny sądu okręgowego, że działanie pozwanych historyków było nierzetelne, a tym samym bezprawne. Sąd okręgowy zarzucił pozwanym, że swoje ustalenia oparli przede wszystkim na treści wywiadu udzielonego
przez E. D. (M. W.) (…). Wywiad ten sąd okręgowy uznał za niewiarygodny, gdyż inne źródła nie potwierdziły postawionych E. M. zarzutów.
Z wywodem tym nie można się zgodzić. Trafnie wskazują pozwani w apelacji, że przyjęty przez sąd okręgowy standard
rzetelności historyka jest nadmiernie rygorystyczny, a stawiany przez sąd okręgowy wymóg, aby ujawniać jedynie fakty znajdujące zgodne potwierdzenie we wszystkich dostępnych źródłach, jest nierealny i całkowicie zamyka drogę do
swobodnych prac badawczych. Zastosowanie standardu rzetelności wynikającego z wywodów sądu okręgowego prowadziłoby de facto do sytuacji, w której historycy mogliby pisać tylko i wyłącznie o faktach pewnych, niebudzących
wątpliwości, niekontrowersyjnych. Nie na tym jednak polega praca badawcza. Eksplorowanie niezbadanych dotychczas obszarów wymaga przeprowadzenia szczegółowej kwerendy źródłowej. Jest rzeczą oczywistą, że historyk napotyka
na źródła ze sobą sprzeczne, zawierające odmienne opisy i oceny tych samych zdarzeń. Istota pracy historyka polega
właśnie na krytycznej analizie zastanych źródeł, rekonstrukcji zdarzeń w oparciu o nie, dokonanie wyboru źródeł bardziej
wiarygodnych. Swoboda wyboru materiału badawczego jest wpisana w istotę pracy badawczej. Ponadto, zwłaszcza w
przypadku badania dziejów najnowszych nie ma zamkniętego katalogu źródeł. W miarę otwierania zamkniętych dotąd
archiwów i ich udostępniania, mogą pojawić się nowe źródła, niedostępne dotąd badaczom (dokumenty, mikrofilmy,
zdjęcia). Publikowane są nowe, niewydane dotąd wspomnienia, listy. Każda kolejna praca naukowa może ujawnić nowe,
nieanalizowane dotychczas dokumenty, a wynikające z nich fakty mogą zmienić dotychczasowe ustalenia.
Zdaniem sądu apelacyjnego nie budzi wątpliwości, że pozwana B. E. zgromadziła obszerny materiał źródłowy, dokonała
jego krytycznej oceny, część dostępnych źródeł uznała za wiarygodne i na ich podstawie dokonała określonych ustaleń.
Podkreślić należy, że w następstwie obszernej kwerendy źródłowej pozwana uzyskała dwie, wzajemnie się wykluczające
relacje złożone przez E. D. (w okresie późniejszym występującą jako M. W., a po zawarciu związku małżeńskiego jako
M. W.). Były to zeznania złożone przez nią w charakterze świadka w czasie procesu E. M. toczącego się przed sądem
polskim w larach 1949 - 1950 r. oraz wywiad udzielony (…) w 1996 r.
Dysponując takim materiałem źródłowym pozwana dokonała jego krytycznej oceny i odrzuciła jako niewiarygodne zeznania E. D. złożone w latach czterdziestych w sprawie karnej E. M.. Swoje ustalenia pozwana oparła natomiast na wywiadzie M. W. (E. D.) z 1996 r. jako bardziej, w jej ocenie, wiarygodnym. Co istotne i wymagające podkreślenia, opierając
się na wybranej przez siebie relacji pozwana w swojej pracy przedstawiła także alternatywną wersję, cytując w przypisie
zeznania E. D. złożone w czasie procesu karnego przeciwko E. M.. Nie można więc stawiać w tym wypadku zarzutu, że
istotne źródła zostały pominięte. Zdaniem sądu apelacyjnego nie było natomiast podstaw do domagania się przez powódkę
zamieszczenia pełnego tekstu zeznań E. D., co stanowiłoby niedopuszczalną ingerencję w integralność pracy naukowej.
Przesłuchana w charakterze strony pozwana przybliżyła metodologię pracy historyka. Dokonując oceny zeznań E. D.
złożonych przed sądem w 1950 r., zwróciła uwagę zarówno na kontekst historyczny, jak i okoliczności, w jakich tamten
proces się toczył. W oparciu o zachowane akta sądowe ustaliła, że część mieszkańców M. złożyła donos na E. M. (k. 293
– 295). W czasie procesu doszło jednak do zastraszania świadków, część z nich została pobita i okradziona, a udzielający
10