Kolejne wspomnienia zawarte w wywiadzie udzielonym (…) w 1996 r. dotyczyły okresu, kiedy w 1944 r. E. D. (M. W.)
przyjechała do Polski na urlop. Wspominała wówczas drugiego E. M. (określając go jako syna A.). Z jej relacji wiadomo,
że przyjechał po nią do B.. Zatrzymała się w jego domu, a jego siostra zrobiła jej na drutach piękną suknię. Bez znaczenia
natomiast jest, że E. D. (M. W.) czasami myliła jego imię, nazywając go E., skoro z kontekstu jej wypowiedzi wynika, że
cały czas mówiła o tej samej osobie. Nie budzi też wątpliwości, że wzmiankowany przez nią w tym fragmencie wywiadu
E. (E.), syn A. nie jest tożsamą postacią ze stryjem powódki, którego E. D. określiła jako „M. co zabrał moje rzeczy”.
Wbrew zarzutom apelacji strony powodowej, nie budzi także wątpliwości - co do tożsamości opisywanych w nim osób fragment wywiadu dotyczący zamordowania w 1944 r. ukrywających się w pobliskim lesie Żydów. „Zobaczył ich leśniczy, że tam w lesie są. I razem z M. poszli na żandarmerię, i zabili wszystkich, i te dzieci, i wszystkich wybili. (…) To
za jakiś czas za parę dni przyszła partyzantka żydowska i zabiła tego leśniczego. (…) Ale ten M. też, jak się skończyła
wojna to on dostał karę śmierci. (…) ja go uratowałam. Pomimo, że on jednak dużo złego zrobił dla mnie, no ale co. Ja
w ogóle byłam w takiej … To było coś okropnego, jak ja musiałam świadczyć. Ja miałam takie nieprzyjemności w ogóle.
No ale uratowałam jego”. Zacytowane powyżej fragmenty wypowiedzi E. D. (M. W.) są jednoznaczne – na żandarmerię
poszedł ten sam M. (stryj powódki), który po wojnie został oskarżony w sprawie karnej i na którego korzyść później
zeznawała. Oczywistym jest natomiast, że jedyną osobą, wobec której prowadzono postępowanie karne był stryj powódki.
Poza sporem jest też, że w jego procesie E. D. (M. W.) zeznawała jako świadek. Fakt, że w tym fragmencie wywiadu nie
wymieniła jego imienia, jest zatem bez znaczenia. Istotna jest także dokonana przez E. D. (M. W.) negatywna ocena tej
postaci („on jednak dużo złego zrobił dla mnie”), co świadczy o tym, że była to osoba jej znana, z którą miała negatywne
doświadczenia. W swoim wywiadzie E. D. (M. W.) w sposób krytyczny wypowiadała się tylko o sołtysie E. M. (fragment
o zabraniu jej rzeczy: „ja miałam bardzo ładny sweter, zabrał mi (…). Ja miałam spód jedwabny, no to też zabrał i zabrał
mnie 50 marek (…) A ja przecież byłam wściekła, jak wiedziałam że musiał to wziąć.”
Z powyższych względów nie sposób podzielić zarzutów apelacji powódki dotyczących nieprawidłowego odczytania przez
pozwaną wywiadu E. D. (M. W.), co miało skutkować błędnym, w ocenie skarżącej, ustaleniem, że E. D. (M. W.) jako
współodpowiedzialnego za wydanie ukrywających się Żydów wskazała sołtysa E. M.. Podnoszone w apelacji powódki
twierdzenia, że nie tylko stryj powódki jako sołtys utrzymywał kontakty z Niemcami, a zatem sporny fragment wywiadu
mógł dotyczyć każdej innej osoby noszącej to samo nazwisko, są nietrafne. Zdaniem sądu apelacyjnego nie jest istotne
bowiem, kto jeszcze mógł zdradzić kryjówkę ukrywających się Żydów, ale kto – według E. D. (M. W.) - to zrobił. Wypowiedź E. D. (M. W.) w tym zakresie nie budzi wątpliwości – oprócz leśniczego z C. współodpowiedzialnym za wydanie
Żydów był ten M., w stosunku do którego toczył się po wojnie proces karny, którego znała i w obronie którego zeznawała
potem E. D. (M. W.). Tylko jedna osoba spełniała te kryteria – sołtys M. E. M., stryj powódki.
Podnieść należy również, że na udział E. M. w wydaniu ukrywających się Żydów, wskazywali także świadkowie w toczącej się po wojnie sprawie karnej. Z załączonych akt tej sprawy, które pozwana znała i z których korzystała, wynika, że
pod donosem na E. M. podpisało się ponad dziesięciu gospodarzy z M. (k.293-295). Zarzucono w nim E. M. współpracę z
Niemcami, krzywdzenie mieszkańców, bezpodstawne rekwirowanie zwierząt i drewna, a także wydanie Niemcom ukrywających się Żydów. Zarzuty te zostały potwierdzone w zeznaniach złożonych przed prokuratorem. Informacje podane
przez E. D. (M. W.) w 1996 r. znalazły zatem dodatkowe uprawdopodobnienie w innych źródłach pochodzących z epoki.
Jak zostało to już wskazane na wstępie, nie jest przedmiotem tej sprawy ustalenie, czy E. M., stryj powódki, był winny śmierci Żydów. Wskazane powyżej źródła historyczne dawały jednak podstawy do dokonania takich ustaleń przez
historyka badającego to zagadnienie. Nie można więc postawić pozwanym zarzutu nierzetelności badawczej, czy nawet
dalej idącego zarzutu podania nieprawdy w publikacji naukowej. Nie można tym samym twierdzić, że dopuścili się oni
bezprawnego naruszenia dóbr osobistych powódki, jako krewnej E. M..
Należy również zwrócić uwagę, że historia E. D. i E. M. stanowiła drobny jedynie fragment obszernej pracy „(…)”. Stanowiła ona podsumowanie kilkuletniego projektu badawczego realizowanego przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów
zatytułowanego „(…)”. Celem projektu było m.in. zebranie relacji ocalałych z Holocaustu Żydów, pokazanie, jak zachowywali się w obliczu Zagłady, w jaki sposób starali się przeżyć. To oni są bohaterami tej pracy. Zamieszczona przez
pozwaną relacja E. D. stanowiła jedną z kilku historii ocalałych osób z powiatu (…), które przeżyły wojnę dzięki aryjskim
papierom. Sylwetki opisywanych w książce osób, zarówno Polaków, jak i Żydów, zostały przedstawione skrótowo, a
pozwana ograniczyła się do przedstawienia ich własnej wersji wydarzeń, koncentrując się na tym, w jaki sposób udało
im się przetrwać okupację.
Mając powyższe na uwadze należy podkreślić, że E. M. nie był głównym bohaterem tej publikacji. Stąd niezasadne są
zarzuty strony powodowej co do braku w publikacji szczegółowych ustaleń dotyczących jego postawy i zachowania jako
sołtysa wsi M. w czasach drugiej wojny światowej. Jego sylwetka przedstawiona została jedynie przez pryzmat losów E.
D.. Niecelowym, z punktu widzenia tematu pracy badawczej, było natomiast zamieszczanie dodatkowych informacji o E.
12