Brak jest w tej sytuacji podstaw do podzielenia wyrażonego w apelacji stanowiska, jakoby użyte przez pozwanego M.
G. porównanie nie odnosiło się do ludzi; i w tym zakresie zatem zarzut naruszenia art. 233 § 1 KPC nie zasługiwał na
uwzględnienie.
Tezom uprzednio przedstawionym nie przeczy to, że w artykule pozwanego M. G. doszukać się można też znieważenia
sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w S., którzy to sędziowie po wykonaniu swojego "zbrodniczego obowiązku", podczas wypoczynku są - podobnie jak hitlerowscy zbrodniarze M. i H. - uśmiechnięci i zrelaksowani. To nie oni
jednak dążą do "zabicia swojego dziecka" ani też nie domagają się "nagrody" za to, że nie pozwolono im "zabić swojego
dziecka". Osobą, która chce dokonać "morderstwa" - takiego jak "dokonywane za płotem obozu" - jest wymieniona w artykule (...) A. T. Trafnie zatem stwierdził Sąd Okręgowy, iż chybione są wywody pozwanych, jakoby tekst ten odnosił się
tylko do sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Uznać bowiem trzeba, że nie można było, w tak skonstruowanym artykule i przy użyciu takich słów, obrazić sędziów tego Trybunału, nie obrażając równocześnie powódki. Nie
sposób także zgodzić się z wywodami apelacji, że powołana w artykule autorstwa F. K. (...) wypowiedź Ł. W., dotycząca
wykupywania Żydów z getta, nie nasuwa skojarzenia powódki z hitlerowskimi zbrodniarzami. Sąd Apelacyjny podziela
zawarte w pisemnym uzasadnieniu wyroku wywody Sądu pierwszej instancji i w tym zakresie, że kwota 25.000 euro,
którą powódka otrzymała na mocy wyroku Trybunału, jest według autora tej wypowiedzi - "ceną za wykupienie życia jej
córki". Odmienne twierdzenia apelacji nie znajdują uzasadnienia w kontekście całego artykułu, w którym wymieniono
kilkakrotnie nazwisko powódki, która "wcześniej robiła wszystko, żeby córeczki w ogóle nie oglądać", oraz poinformowano, że "wyszła ona z poczuciem zwycięstwa" z "takiego Trybunału", który przyznał jej 25.000 euro "zadośćuczynienia moralnego", a następnie skonstatowano, że "Jeżeli 25 tysięcy euro jest ceną za życie polskich obywateli, to państwo
polskie powinno ją płacić. To jest powód do dumy. Jak kiedyś wykupywano Żydów z getta, tak teraz, skoro taka jest
konieczność, powinniśmy wykupywać dzieci nienarodzone, ocalając im życie".
W konsekwencji uznać należy, że porównanie powódki do hitlerowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za morderstwa
w obozie O. i za męczeństwo Żydów w gettach jest przejawem silnej niechęci i wrogości wobec niej, a tym samym
nienawiści.
Są to wypowiedzi o faktach, a nawet kreowanie tych faktów, nie zaś tylko ocena pewnych powszechnie znanych i żywo
dyskutowanych zdarzeń. Podnieść przy tym trzeba z całą mocą, że nawet sądy ocenne mogą okazać się nadużyciem, jeżeli
zawarta w nich ocena nie ma podstaw w faktach.
Przechodząc do zarzutu apelacji kwestionującego zasadność przypisania inkryminowanym publikacjom języka (mowy)
nienawiści, uznać należy, iż nie jest on uzasadniony. Trafnie odniósł się Sąd pierwszej instancji do definicji pojęcia "nienawiść" stwierdzając, że oznacza ono uczucie silnej niechęci, wrogości do kogoś ("Słownik języka polskiego"). Tak też
rozumie to słowo przeciętny odbiorca (nie tylko (...)), to jest osoba zwykła, rozsądna, racjonalnie oceniająca, o przeciętnej
inteligencji, wykształceniu i wiedzy. Nie można domagać się od takiego przeciętnego odbiorcy wiedzy specjalistycznej
i znajomości języka prawniczego, którym posługiwał się Europejski Trybunał Praw Człowieka używając w niektórych
swych wyrokach pojęcia "mowy nienawiści" (hate speech) dla określenia wypowiedzi, które "rozpowszechniają, podżegają, promują lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm albo inne formy nienawiści oparte na
nietolerancji". Pozwani w publikacjach, które naruszyły dobra powódki, powołując się na swój światopogląd, użyli języka
stanowiącego zaprzeczenie głoszonych przez nich zasad i wartości. (...) jest religią miłości i taki też winien być język
zamieszczanych w (...) publikacji. Pojęciem przeciwstawnym językowi miłości jest język nienawiści, którym posłużyli
się autorzy inkryminowanych publikacji, budując retoryczne figury stawiające znak równości między działaniami zmierzającymi do dokonania w oparciu o istniejące regulacje prawne aborcji w obawie o utratę wzroku, a zbrodniami w Obozie
Zagłady w O.
Warto w tym miejscu przypomnieć, iż zgodnie z preambułą do zawartego między (...) a Rzecząpospolitą Polską Konkordatu, fundamentem rozwoju wolnego i demokratycznego społeczeństwa jest poszanowanie godności osoby ludzkiej i jej
praw. Poszanowanie to nie może odnosić się jednak wyłącznie do wyznawców tego samego światopoglądu. Jest oczywiste - na co wskazywał już Sąd Okręgowy w pisemnych motywach - że tygodnik (...) ma prawo eksponować wszelkie
poglądy społeczności (...), co obejmuje także debatę na temat aborcji i obowiązujących w Polsce w tym przedmiocie
unormowań, oraz prezentować stanowisko, że prawo to powinno zostać zmienione, i wyrażać dezaprobatę moralną w
stosunku do wykonywania zabiegów przerwania ciąży. Pozwani nie mogą jednak naruszać przy tym niczyich dóbr osobistych, jak miało to miejsce w niniejszej sprawie.
Bezpodstawnie podnoszą apelujący, że Sąd pierwszej instancji dał wiarę zeznaniom powódki o "nieprzyjemnych komentarzach" i zaczepkach, z którymi ona i jej dzieci były "konfrontowane" w związku z publikacjami w (...). Pomimo iż nie
ulega wątpliwości, że sytuacje takie mogły mieć miejsce - na co powódka w swoich zeznaniach powoływała się - to Sąd
ten okoliczności takich nie ustalił. Zasądzając zadośćuczynienie kierował się Sąd natomiast jego celem, a to rekompensatą
12