W artykule pod ww. tytułem M. K. - autor stwierdził, że "wystarczył dopisek pod angielskim testamentem, by Jan. O
stał się właścicielem pięknej kamienicy w sercu K. Orzekający o spadku sędzia Piotr G. zadowolił się kserokopią podejrzanego dokumentu i lekką ręką wydał posesję wartą ponad 3 mln zł." Przedstawiając zdarzenie to jako kanwę analizy
dziennikarskiej zdarzeń w K., dalej w artykule tym podaje się, że Prokuratura Apelacyjna w K. objęła nadzorem wszystkie
śledztwa w sprawach związanych z nielegalnym przejmowaniem kamienic, (m.in. Prokurator wystąpił o unieważnienie
postanowienia o nabyciu spadku w sprawie, w której jako asesor orzekał powód). W szczególności dziennikarz kontynuując wskazywał, że w procederze, którym zajmuje się obecnie Prokuratura dochodzi do przejmowania ponad stuletnich,
leżących w samym sercu K., kamienic, których właścicielami byli Żydzi. Obecnie zwrotu kamienic żądają nie tylko prawowici obywatele, ale także oszu��ci.
Sędziowie stwierdzający nabycie spadku lub dokonujący wpisów w księgach wieczystych często przyjmują te "nieudolne
fałszywki jako wiarygodne dokumenty." Następnie w artykule znajduje się stwierdzenie: "Jaki jest ich (chodzi o sędziów)
udział w procederze rozkradania kamienic, tego nie możemy określić, bo na ten temat prokuratury zgodnie milczą". Dalej
z treści wynika, że milczący są wszyscy poza lokatorami, którzy o zdarzeniach tych mówią, bowiem są zdumieni decyzjami sędziów. Również zainteresowanie Prokuratury sprawą jest wynikiem działania, określonych środowisk (w artykule podaje się, że idzie o lokatorów kamienic, Stowarzyszenie "Lokatorzy w obronie prawa", środowiska żydowskie).
Nadto autor cytując słowa prezesa k. Gminy Żydowskiej Tadeusza J. zadaje pytanie "jak to się dzieje, że polskie sądy nie
potrafią obronić żydowskiej własności przed oszustami", a T. J. zmuszony jest tłumaczyć, że nie jest to zorganizowana
polityka antysemicka.
Dziennikarz dalej stwierdza, że sprawy, które są opisywane w artykule dotyczą przejęcia domów w centrum miasta o
wartości 2-3 mln zł. Po tym wstępie M. K. przystępuje do opisu dziejów kamienicy przy ul. J. 9 w K. Podaje, że w 1993
r. wszczęto postępowanie spadkowe. "Prowadzący je sędzia Piotr G. nie zauważył niczego podejrzanego w testamencie
przedstawionym przez Jana O. samozwańczego spadkobiercę." Natomiast w Prokuraturze Okręgowej w K. prowadzone
było postępowanie w sprawie Jana O., o wprowadzenia sądu w błąd, na co wskazała rzecznik Prokuratury Okręgowej J.
K. Postępowanie to, jednak zostało umorzone wobec przedawnienia.
Po przedstawieniu stanowiska lub raczej informacji o postępowaniu przygotowawczym autor pisze: "wspomniany "testament" już na pierwszy rzut oka budzi wątpliwości. To kserokopia sporządzonego w Londynie angielskiego dokumentu z
1966 r., w którym J. R. cały swój majątek przekazuje A. S. Informacja o tym fakcie to zaledwie jedno zdanie. Pod spodem
znajduje się długa biegnąca w poprzek testamentu linia, uniemożliwiającą dalsze wpisy. Ktoś jednak ją zlekceważył i
dopisał (po polsku!) tekst zmieniający testament, czyniąc spadkobiercą Jana O.
Następnie w artykule tym znajduje się opinia J. P. (lokatora kamienicy), że sędzia orzekający w sprawie uznał to nędznie
podrobione ksero, nie zlecił badań grafologicznych, choć oba podpisy R. się wyraźnie różnią. O przyczynach wydania
postanowienia o stwierdzeniu nabycia spadku przez powoda, jak pisze w artykule dziennikarz, usiłował się dowiedzieć
bezpośrednio od powoda (pytanie wg treści artykułu brzmiało: dlaczego uznał tę ewidentną fałszywkę i wydał kamienicę
na piękne oczy). Odpowiedź powoda wg dziennikarza brzmiała: "nie chcą na ten temat rozmawiać".
Nadto w materiale prasowym znajduje się także wyjaśnienie pochodzące od rzecznika prasowego k. sądów A. A., iż w
sprawach spadkowych należy przedstawiać oryginalne dokumenty. Pomimo tego w sprawie dot. kamienicy przy ul. J. tak
się nie stało, a wobec powoda nie toczy się postępowanie dyscyplinarne. Przy tym występuje cytat z pisma A. S. wiceprezesa Sądu Okręgowego w K.: "Prowadzenie przez mnie postępowania wyjaśniającego (...) jest zbędne. Postępowanie
takie nawet, gdyby doprowadziło do wniosku, iż doszło do uchybień ze strony sędziego, (...) nie mogłoby doprowadzić do
wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Po upływie trzech lat od chwili czynu postępowania dyscyplinarnego wszcząć
nie można."
Po tym następuje wyjaśnienie, że wobec sędziego G. nie toczy się także postępowanie prokuratorskie. Następnie dziennikarz podaje, że sędziowie w Polsce chronieni są immunitetem, a o jego uchylenie prokuratura może wystąpić do sądu
dyscyplinarnego," jeżeli ma podejrzenie, że sędzia w czasie procesu był świadomy, że łamie prawo". Ponadto powołując
się na anonimowego prokuratora przywołuje pogląd, że wystąpienie przeciwko sędziemu byłoby możliwe, gdyby prokurator miał dowody, że sędzia np. przyjął łapówkę. Takiego dowodu nie ma. Dziennikarz nadto dodaje, że "układy na linii
prokuratura - sąd należą do bardzo delikatnych. Każdy spektakularny konflikt, to wypowiedzenie wojny trzeciej władzy.
Proszę o tym pamiętać".
Ustalenia powyższe wynikają z lektury artykułu pt. "Brudne…", bez dalszego ciągu poświęconego kwestiom dotyczącym
dokonywania wpisów w księgach wieczystych.
Po myśli art. 24 KC ten czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem może żądać zaniechania takiego
działania, chyba, że nie jest ono bezprawne. Oznacza to obowiązek wykazania przez osobę, której dobro osobiste zostało
6