czy wyrosły z niej tradycje kształtują człowieka i określają go wobec uniwersum i stanowią punkt zaczepienia odniesienia
we wszechświecie. Zakorzenienie w swojej grupie etnicznej czy narodzie daje poczucie wartości jako człowieka. Wkraczanie w te dziedziny i obrażanie i wyszydzanie tych wartości godzi bezpośrednio w godność człowieka i jego poczucie
wartości.
Zatem pozwany wypowiadając inkryminowane słowa uraził poczucie wartości i godności powódki jako człowieka,
i jej poczucie wartości jako pracownika, gdyż godziły one w jej poczucie przydatności jako pracownika, kompetencje i
przydatność zawodową.Za obojętne Sąd uznał, czy pozwany wygłaszał swoje teorie bezpośrednio do powódki, czy ogólnie
przeprowadzając daleko idące generalizacje, skoro miał świadomość, że powódka to słyszy. Była wręcz zobowiązana
do ich wysłuchania, gdyż pozwany nad powódką posiadał przewagę jako pracodawca, mógł jej wydawać polecenia lub
pod pozorem poleceń kazać wysłuchiwać jego tyrad. Dalej, obrażanie poczucia związania z Polakami i narodem polskim
była dla pozwanego narzędziem do dezawuowania pracy swoich pracowników, w tym powódki. Powódka nie pracowała
w korporacji międzynarodowej, gdzie narodowość pozwanego i narodowość powódki miałoby marginalne znaczenie.
Dlatego też wszystkie te płaszczyzny wymienione przez Sąd dla lepszej analizy stanu faktycznego zostały wyodrębnione
jako modele. W rzeczywistości urażanie godności ludzkiej, przydatności jako pracownika powódki i wszystkich Polaków
i kwestie narodowe przeplatały się w wypowiedziach pozwanego i atakach pośrednich na powódkę.
Co do rodzaju i pochodzenia poglądów pozwanego H. G. (1), to Sąd Okręgowy nie mógł ich jednoznacznie określić
na podstawie zebranego w sprawie materiału dowodowego. W szczególności nie mógł ich określić jako jednoznacznie
hitlerowskie czy faszystowskie, nie ma to jednak znaczenia dla odpowiedzialności pozwanego za jego wypowiedzi w
świetle naruszenia dóbr osobistych.
Jedynie w materiale dowodowym w głosie oznaczonym jako 002 jest taki passus „Oni (czyli Polacy) na to nie zasługują. Oni nie w końcu mają cię w dupie. Jak wszyscy ci głupi tutaj. Wszyscy mają mnie w dupie, tak? Mówią: jesteś dupkiem”, jesteś hitlerowcem” ... Tak, jestem i jestem dumny z bycia hitlerowcem, bo ten kraj czyni mnie takim. Naprawdę
ten kraj czyni mnie takim.”. Oznacza to, że ktoś prawdopodobnie nazwał pozwanego hitlerowcem, zaś on, pełen goryczy
mówi: tak, jestem nim, bo to ten kraj, czyli Polska uczyniła jego hitlerowcem. Oznacza to, że wcześniej takim nie był,
zaś stosunki panujące w Polsce uczyniły go hitlerowcem. Jest to oczywisty absurd, gdyż na pewno przebywanie w Polsce
nie mógłby z nikogo uczynić faszysty czy hitlerowca.
Mimo że nie można u pozwanego stwierdzić faszystowskich czy hitlerowskich poglądów, które zasadzały się na kulcie
rasy germańskiej, totalitarnej formy rządów, militaryzacji życia społecznego i całych warstw społecznych, kultu siły i
eliminacji słabych jednostek, przekonaniu, iż Żydzi stanowią zakałę świata oraz przekonaniu o niższości rasowej Słowian,
to jednak poglądy pozwanego stanowiły w ocenie Sadu a quo konglomeratem uprzedzeń rasowych (mowa o murzynach,
bambusach, Turkach, idiotach, o Polakach), nacjonalizmu niemieckiego w dziewiętnastowiecznym stylu i antypolskich
uprzedzeń. Były to klisze propagowane w XIX wieku, aby usprawiedliwić zabory, bowiem w tym ujęciu Polacy to był
ułomny naród, który nie umiał sam rządzić i gospodarować i dlatego z własnej winy utracił niepodległość. Typowym
pojęciem funkcjonującym powszechnie w Niemczech było lub jest pojęcie „polnische wirtschaft” - polska gospodarka oznaczająca oczywiście antytezę gospodarowania i oznaczające bałagan i stagnację.
Takie przekonania przebijały w wypowiedziach pozwanego i to z wyraźną nutą w sytuacji stresowej, gdy pozwany
tracił panowanie nad sobą, wyrzucając z siebie frustracje i niepowodzenia. Skrajnym przypadkiem było takie nakręcenie w
sobie spirali złych emocji, że chce wszystkich rozstrzelać. Przykłady takich wypowiedzi są następujące: „Wszyscy Polacy
są źli, a Niemcy dobrzy, bo dobrze pracują. Każdy Polak to gówno - brak wydajności, Polska to głupi kraj (jest zły na
ludzi). Zabiłbym każdego Polaka, bo to jedno gówno, najprostsza rzecz, którą robi się rozumem jest w Polsce niemożliwa.
Na Polaków działa tylko presja, jeżeli chodzi o wydajną pracę. W Niemczech jest lepiej wszystko zorganizowane i nawet
najgorszy turecki idiota myśli. W Polsce pracują sami idioci, gdyż jak jednych wyrzucić to przyjdą następni idioci, Jest
brak inteligencji — brak zdolności uczenia się na błędach, na produkcji są idioci nie są zdolni do założenia własnej firmy,
pieprzony Polak, pracujący pod kontrolą są idiotami.”
Powyższe przykłady stanowią dowód przekonania pozwanego o swojej własnej wyższości jako Niemca - przedstawiciela narodu dobrze zorganizowanego i umiejscowienia na drugim biegunie Polaków, którym pozwany odbiera wszelkie
zdolności do organizacji życia społecznego i gospodarczego.
Pozwany twierdził, że jego niewłaściwe słowa, które padały były rezultatem pojedynczego zdarzenia związanego
z problemami w firmie i strachem przed utratą kontraktu i płacenia odszkodowań. Sąd pierwszej instancji jednak nie
zgodził się z tym, jako że z nagrań dokonanych na przestrzeni dłuższego czasu taka była retoryka pozwanego, który ją
nawet zaostrzał w sytuacji, gdy był wyprowadzony z równowagi. Pracownicy, w tym powódka funkcjonowali w firmie w
ciągłym stresie, musieli znosić ciągłą agresję słowną pozwanego, który ma problemy z zachowaniem spokoju i równowagi
psychicznej, co dotyczyło zwłaszcza pracowników biurowych, z którymi miał najczęstszy kontakt.
9