puszczenie tekstu M. G., kolejnej terfki-intelektualistki. Jest o istnieniu „ideologii trans", że tylko płeć biologiczna jest realna, a osoby T robią korektę, bo bawiły się lalkami. Jezu. I transmężczyzna w cudzysłowie. Ohyda”; (c) wpisu opublikowanego w dniu 1 maja 2021 roku na portalu Twitter, o treści: „Tekst w Kulturze Liberalne to nie jest pierwszy raz, kiedy stykam się z wierzeniem, że osoby trans myślą, że są trans, bo są tak tępę, że mylą niewpisywanie się w stereotypy płciowe z tożsamością, ale nadal mnie to rozwala. Terfy objaśniają mi świat”; (d) wpisu opublikowanego w dniu 2 maja 2021 roku na portalu Twitter, o treści: „Gratuluję ©kultliberalna! Dzięki terfce M. G. doceniła was Koalicja LGB, czyli polska odnoga międzynarodowej grupy anty- trans”; (e) wpisu opublikowanego w dniu 2 maja 2021 roku na portalu Twitter, o treści: „Gratulacje, Kulturo Liberalna! Z satysfakcją cytuje treść na Waszym portalu Koalicja LGB, czyli polska odnoga międzynarodowej sieci anty- trans, której jedynym celem jest działanie przeciwko osobom transpłciowym pod płaszczykiem dbania o interesy osób homo- i biseksualnych (bo przecież osobom homoi biseksualnym prawa osób transpłciowych szkodzą). To chyba powinien być ostateczny komentarz co do tego, jaki ruch wspieracie, dając platformę terfom jak M. G.:; (f) wpisu opublikowanego w dniu 25 maja 2021 roku na portalu Facebook o treści: „G. znowu jęczy w Kulturze Liberalnej (...) Nic nowego w terflandzie, idę spać”; (g) wpisu opublikowanego w dniu 30 maja 2021 roku na portalu Facebook oraz portalu Twitter: „M. G., dr UJ, w tekście do Kultury Liberalnej powołuje się na Jennifer Bilek. Bilek flirtuje z neonazistami, węsząc żydowskie fundusze na trans ideologię, uważa transpłciowość za niebezpieczeństwo gorsze niż masowe strzelaniny i wierzy szurom od reptilian i lluminati jak D. I., jeśli są krytyczni wobec transpłciowości. To jest intelektualny poziom terfów. Osoby z dojściami publicystycznymi i naukowymi, które w walce z osobami transpłciowymi są gotowe zniżyć się do poziomu teorii spiskowych. Hipokryzja tego na razie u nas małego, ale bardzo już głośnego środowiska niezmiennie poraża. Z jednej strony mamy agresywne trolle jak K. czy Z., które obierają za cele konkretne osoby, szydzą z nich, przeinaczają płeć (misgendering), używają starych imion (deadnaming) albo je wymyślają. Robią dokładnie te rzeczy, o których mówimy, żeby nie robić wobec osób transpłciowych. Nie przeszkadza im to mówić o agresji "środowisk trans". Zbierają przykłady dla intelektualistek. Intelektualistki udzielają wywiadów, piszą artykuły i książki, zbierają fundusze na działalność. Sprzedają swoje analizy "ideologii trans", jednocześnie czerpiąc informacje od węszycielki żydowskich monet Bilek czy bredząc o śmiertelnych transfuzjach od osób innej płci jak P.. Kreują się na racjonalne autorytety, sprzedając idee rodem z książki "The Transsexual Empire". Wszystkie osoby łączy syndrom oblężonej twierdzy i poczucie krzywdy, mimo że jednoczy je również uczestniczenie w hejcie. Nie mają problemu z udzielaniem się na profilach, gdzie hejtuje się konkretne osoby, nawet takie, które o terfach prawie nie mówią. Wystarczy istnieć i mieć czelność nazywać się kobietą, kiedy jest się kobietą trans. G., doktora powołująca się w krytyce "ideologii trans" na teoretyczkę spiskową, niedawno złożyła donos dyscyplinarny na studenta UJ w związku z jego nienawistnymi w stosunku do terfów komentarzami w internecie. Sama śmieje się z prawdziwych osób trans na hejterskich pejach. Mam dość zastanawiania się, jak najlepiej podejść do sprawy internetowego hejtu, kiedy "po drugiej stronie” takich rozważań nie ma, bo nienawiść wobec osób trans jest tym, co jednoczy, a oburzone nienawiścią głosy uczestniczą w hejcie. Gardzę taką moralnością”; (h) wpisu opublikowanego w dniu 22 czerwca 2021 roku na portalu T., o treści: „No nie wiem, ja bym nie szanowała osoby stanowisku naukowym, która czerpie informacje od teoretyków spiskowych, lajkuje misgendering i bekę z konkretnych znanych w Polsce osób trans, a kiedy ktoś komentuje jej tekst publikowany w publicznym medium, implikuje groźbę pozwu” oraz tego samego dnia: „mmm, taka warta szacunku, taka pełna kultury Screenów z beki z osób nie wrzucam, ponieważ to jest zbyt obrzydliwe i nie chcę tym konkretnym osobom sprawiać przykrości. A panią, pani doktór G., się brzydzę. I nie szanują ani trochę. Na szczęście UJ wspominam lepiej”; (i) wpisu opublikowanego w dniu 19 lipca 2021 roku na portalu Facebook, o treści: „Trochę z tym czekałam, bo nie chciałam komplikować sytuacji prawnikom, ale ja również otrzymałam pismo przedprocesowe od pełnomocnika dr M. G. z Katedry Kryminologii UJ. Mnie również dr G. oskarża o mowę nienawiści i pomówienie, bo nazwałam ją osobą transfobiczną oraz używam skrótu "TERF". Zrobiłam to w jej przypadku wielokrotnie, kiedy komentowałam jej teksty (...) Dziś prawnik dr G. otrzyma odpowiedź od moich pełnomocników. Działanie dr G. uważam za typową próbę wywołania efektu mrożącego - to jest coś, co w świecie aktywistów czy dziennikarzy jest znanym zjawiskiem, polecam poczytać o atakach typu "SLAPP". Ich celem jest wystraszenie komentujących. Dr G. nie zamknie mi ust i nie zakaże komentować jej własnych wypowiedzi na temat mojej własnej mniejszości. [...] "Uciszanie kobiet przez osoby trans", przed czym terfy zawsze ostrzegają, w praktyce wygląda więc tak - dr G. grozi pozwami za screenowanie i komentowanie jej własnej aktywności. Mam nadzieję, że dr G. ograniczy się do walki ze mną, nie nastolatkami”; (j) wpisu opublikowanego w dniu 25 lipca 2021 roku na portalu Facebook, o treści: „CW: Transfobia, terfizm.

Select target paragraph3