bardzo wzruszony i szczęśliwy. Świadek podobnie jak w postępowaniu przygotowawczym zeznał o incydencie z udziałem Ł. R., gdy ten krzyknął „topimy tę Ż.”. Świadek dodał, że traktował to jako świadomą prowokację kogoś związanego
z partią (...) i wydawało mu się, że jest to próba podstępnego wkręcenia jego i oskarżonego w jakieś klimaty antysemickie.
Interpretował zachowanie Ł. R. jako prowokację w prowokacji, bo ich zgromadzenie miało scenariusz prowokacji artystycznej, moralnego przeciwstawienia się i wskazania na złych ludzi, którzy ukrywają się za szyldem I. (...), S. (...) (...) i
W. (...). Świadek zeznał, że był oburzony zachowaniem Ł. R., jednak później dowiedział się, że Ł. R. był podpuszczony
do pewnych klimatów antysemickich przez jakichś funkcjonariuszy M. kręcących się przy K.-M. (świadek zasugerował
nawet konieczność namierzenia tych agentów M., działających przy J. M., dodatkowo wskazał, że nosi się z zamiarem
poinformowania kontrwywiadu polskiego o sprawie). Dodatkowo świadek E. S. podniósł, że podczas przesłuchania go w
Prokuraturze stwierdził, że jest jakaś instrukcja wewnętrzna, być może związana z muzeum P. albo bezpośrednim wpływem M. w strukturach polskich, która ma ich prześladować. Świadek kończąc swoją spontaniczną wypowiedź przed
Sądem podniósł, że oskarżony B. K. postąpił słusznie i szlachetnie dzieląc się z narodem swoim wybitnym talentem i
zabierając głos jako artysta w sprawie historycznej i politycznej, bieżącej o pierwszorzędnej wadze. Odpowiadając na
pytania świadek E. S. dodatkowo zeznał, że on i B. K. są założycielami Telewizji (...) i od 2007 r. nadają w sieci Internet.
Zeznał, że pomysłodawcą wydarzenia był oskarżony, a bezpośrednim momentem, który zainicjował to działalnie, była
antypolska sztuka w którymś teatrze – (...), na którą oskarżony zawrzał artystycznym gniewem. Świadek podał, że był to
protest przeciwko temu spektaklowi i na pewno było o tym wspomniane, również z tytule wydarzenia. Świadek zeznał,
że autorem tytułu był B. K., tak samo jak pojęcia „antysemiting”. Świadek zeznał, że to ostatnie pojęcie miało haczyk,
podtekst, bo było artystyczną prowokacją wobec służb M. i innych prześladujących Polaków pod hasłem antysemityzmu.
Świadek podniósł, że uważa to słowo za genialne i używał tego słowa w opisach nagrania, w informacjach i potem przez
rok na pewno. Dodatkowo zeznał, że słowo brzydula pisał przez „ż” wskazując na bagaż historyczny krzywd i strachu
Polaków doznanych od części narodu żydowskiego. Wskazał, że pisownia ta była zamierzona i prawdopodobnie obaj z
oskarżonym wpadli na ten pomysł. Świadek podniósł, że informacje o pochodzeniu słowa „brzydki”, „brzydota” mieli od
starszych kolegów narodowców, świadek o tym słyszał od profesora (...) i profesora B. z Katolickiego (...) L.. Świadek
dodatkowo potwierdził, że podczas filmowania wydarzenia głośno komentował i instruował zgromadzonych o scenariuszu, m.in. mówił o brzydkiej kukle z charakterystycznym brzydkim nosem czarownicy. Świadek potwierdził również, że
użył określenia „jakże znany z historii Polski” odnośnie nosa kukły. W tym zakresie poddał, że osobą o haczykowatym
nosie jest B. Jaga – postać z baśni opowiadana polskim dzieciom, nadto osobą o takim dziobie, zakrzywionym nosie jest
diabeł. Dodał, że bardzo często wiedźmy były w opozycji wobec narodu, wobec kościoła i współpracowały z agenturami
dostarczając wrogom informacji przeciwko Polsce. Świadek podniósł, że jest to ogólna wiedza. Dodał, że komentując
podczas zdarzenia kształt nosa brzyduli miał na myśli haczykowaty dziób diabła przede wszystkim, a nie zakrzywiony
nos żydowski znany ze stereotypu Żyda. Świadek zeznał również, że kiedy Ł. R. krzyknął „topimy Ż.”, to on skinął w jego
stronę dając mu do zrozumienia gestem, że niewłaściwie zinterpretował sytuację. Werbalnie nie zareagował, nawiązali
tylko kontakt wzrokowy i sprawa została zatrzymana. Świadek zeznał również, że zgromadzenie nad W. było elementem
dialogu polsko-żydowskiego, wyrazem tego, co jako Polacy myślą i czują. Spodziewali się zaproszenia do muzeum P.,
gdzie byliby zapoznani z pięknem i dobrą stroną obecności żydowskiej w Polsce, a spotkali się z represjami, atakiem
medialnym i zablokowaniem na (...) (k.294-296).
Oceniając relację świadka E. S. zważyć należy, że w części są one sprzeczne z wyjaśnieniami oskarżonego K., również
z zeznaniami świadka R.. Oskarżony B. K. podnosił, że zdarzenie będące przedmiotem postępowania miało wyłącznie
charakter artystyczny, odnosiło się do sfery piękna i brzydoty. Świadek Ł. R. z kolei zeznawał, że wydarzenie nie miało
charakteru politycznego, a było tylko topieniem marzanny, z kolei świadek E. S. już podczas pierwszego przesłuchania
w postępowaniu przygotowawczym, jakkolwiek zeznał, że był to happening artystyczny, tak wskazywał jednocześnie,
że miał on charakter m.in. polityczny (świadek wręcz zeznawał, że oskarżony B. K. ten happening uważał za wyraz
świadomego polskiego patriotyzmu i obrony polskiego patriotyzmu, polskiego interesu narodowego przed niesłusznymi
roszczeniami rządu państwa (...) i lobby żydowskiego w (...)). Na rozprawie świadek S. podnosił, że ten happening był
wręcz częścią dialogu polsko-żydowskiego, w którym jego uczestnicy jako strona polska wskazywali na krzywdy doznane
przez Polaków od niektórych Ż. w czasach zamierzchłych, nadto że świadka i oskarżonego intencją jest danie odporu,
przeciwstawienie się fałszywym oskarżaniom Polaków o Holocaust na Żydach, które są rozpowszechniane i powielane
przez media. W świetle powyższego sami bezpośredni uczestnicy zdarzenia nie są zgodni w swoich relacjach odnośnie
charakteru zdarzenia będącego przedmiotem postępowania. W tym miejscu warto jeszcze wskazać na relację świadka S.
odnośnie pisowni „b’żydula”, gdy wskazał, że była to pisownia zamierzona (z czym Sąd się zgadza i na co wskazano już
przy ocenie wyjaśnień oskarżonego, który z kolei pisownię tę tłumaczył myleniem się przez komputer, tudzież robieniem
przez siebie błędów ortograficznych), świadek przy tym wyjaśniając tę pisownię podniósł „bagaż historyczny krzywd i
strachu Polaków doznanych od części narodu żydowskiego”.
10