oraz logiczne jej wnioski dowodzą, że intencją skarżącego było w tej mierze jedynie kontestowanie niekorzystnych dla
skazanego ustaleń, co kasacyjnie jest niedopuszczalne.
Wskazany w pkt II zarzut naruszenia art. 7 KPK - powtórzony za apelacją i właściwie rozpoznany (s. 34-35 uzasadnienia)
- polegający na błędnym ustaleniu braku zagrożenia dla świadka D.R., które mogłoby uzasadniać potrzebną mu pomoc
ze strony skazanego, w sposób oczywisty również nie mógł dowodzić trafności kasacji. Wręcz przeciwnie, wskazywał na
jej widoczną już prima facie bezzasadność, która wynikała z faktu, że ustalenia w tej materii poczynił już Sąd I instancji
(s. 7, 61 uzasadnienia), a Sąd odwoławczy jedynie je skontrolował w pełni je podzielając. W takim układzie procesowym
przedmiotowy zarzut pozostawał w oczywistej sprzeczności z treścią art. 519 KPK, gdyż w istocie dotyczył orzeczenia
pierwszoinstancyjnego. Zgodnie z ugruntowanym w tym zakresie orzecznictwem formułowanie tego rodzaju zarzutu
dopuszczalne jest co do zasady wówczas, gdy Sąd odwoławczy czyni własne ustalenia, naruszając przy tym zasadę swobodnej oceny dowodów, nie zaś wyraża wobec nich jedynie akceptację w ramach prowadzonej kontroli (zob. np. zasadnie
powołane w odpowiedzi na kasację postanowienia Sądu Najwyższego: z dnia 5 sierpnia 2003 r., III KK 11/03, LEX nr
80301; z dnia 4 maja 2005 r., II KK 399/04, LEX nr 199795; z dnia 6 marca 2007 r., IV KK 362/06, LEX nr 467527,
a ponadto postanowienia np.: z dnia 19 marca 2019 r., IV KK 769/18, LEX nr 2636845; z dnia 28 października 2020
r., IV KK 377/20, LEX nr 3277304). W tym zakresie zatem skarżący miał możliwość zgłaszania zastrzeżeń na drodze
apelacyjnej i z tego uprawnienia skorzystał, zaś powielenie tego zarzutu w celu ponownej instancyjnej kontroli ustaleń
kasacyjnie pozostawało niedopuszczalne.
To, że z dezaprobatą Sądu ad quem spotkała się ocena dowodu z wyjaśnień skazanego, nie dowodzi naruszenia reguł rzetelnej kontroli odwoławczej. Zaznaczyć trzeba, że kluczowym czynnikiem decydującym o odmówieniu waloru wiarygodności wyjaśnieniom skazanego nie był etap, na którym przedstawił swoją wersję wydarzeń, lecz drobiazgowa konfrontacja
tej relacji z pozostałym materiałem dowodowym. To właśnie w jej wyniku rysował się obraz rekonstruowanego zdarzenia
odmienny od zakreślonego przez P.C. Natomiast drobiazgowo przeanalizowana postawa procesowa i dostrzeżony brak
logiki w tym, że doniosłe z punktu widzenia odpowiedzialności karnej okoliczności mogące przemawiać na korzyść skazany ujawnił dopiero na etapie postępowania sądowego (s. 39 uzasadnienia), stanowiły jedynie argument wspierający, nie
kolidujący z przysługującym skazanemu uprawnieniem nadanym przez przepis art. 386 § 1 KPK i swobodą kształtowania
taktyki obrończej.
Również twierdzenie apelującego co do tego, że działanie skazanego miało miejsce w warunkach kontratypu obrony koniecznej, zakwalifikowane jako obraza prawa materialnego (art. 25 § 1 KK), nie pozostało poza zakresem kontroli instancyjnej. Oczywiste jest jednak, że takowa okoliczność nie zachodzi. Jak ustalono, przed pojawieniem się M.G. i skazanego
nie było ataku, ani nawet zagrożenia dla kogokolwiek ze strony idących chodnikiem P.J., W. Ł. i A.S., a pokrzywdzony
nie był w posiadaniu maczety (temu zagadnieniu poświęcona została znaczna część uzasadnienia Sądu II instancji), którą miałby zaatakować skazanego. Wprawdzie maczeta nie jest jedynym wyznacznikiem zamachu, co miał też na uwadze Sąd odwoławczy, wskazując, że użycie przez pokrzywdzonego niebezpiecznego przedmiotu nie stanowi warunku
zmaterializowania się prawa skazanego do obrony, to jednak taką linię obrony obrał skazany i to ona podlegała badaniu
pod kątem powyższej regulacji wyłączającej bezprawność działania w reakcji na zamach, a nie każda inna hipotetyczna
wersja, nie znajdująca zakotwiczenia w materiale dowodowym sprawy. Trudno racjonalnie odnieść się do powołanych
argumentów zaczerpniętych z przeszłości, kiedy to pokrzywdzony miał względem oskarżonego prezentować agresywne
zachowania. Biorąc bowiem pod uwagę istotę obrony koniecznej i jej niezbędne warunki, tj. bezpośredni, bezprawny,
rzeczywisty zamach oraz konieczną i współmierną do niebezpieczeństwa zamachu obronę, okoliczności te uznać trzeba
za irrelewantne. Dla zaistnienia obrony koniecznej sprawca musi działać z zamiarem obrony bezpośrednio zaatakowanego dobra prawnego, do czego in casu nie doszło. Wszelkie działania przedsięwzięte w celu odwzajemnienia krzywd
doznanych uprzednio nie mają charakteru obronnego. Niezbędnym, podmiotowym elementem obrony koniecznej jest
działanie z woli obrony, a nie z woli odwetu. Reakcja broniącego się wynikać tu winna ze świadomości, że odpiera zamach i być podyktowana wolą obrony. Ten podmiotowy element działania w obronie koniecznej ułatwia rozgraniczenie
rzeczywistych działań obronnych od społecznie negatywnych aktów zemsty, samosądu lub chuligaństwa (zob. np. wyrok
SN z dnia 19 lutego 1997 r., IV KKN 292/96, LEX nr 29547). Istotne w tej mierze były zatem ustalenia odnoszące się
do przebiegu inkryminowanego zdarzenia, do których Sądy odniosły rozważania czynione na gruncie art. 25 § 1 KK, nie
zaś dawne zaszłości, do których odwołał się obrońca.
Polemiczne stanowisko zostało przedstawione w zarzucie V kasacji, opartego na kontestowaniu oceny zeznań świadka
W.Ł. i dążeniu w dalszym ciągu do podważenia wiarygodności tych depozycji, co czyni kasację w tym fragmencie również
oczywiście bezzasadną. Jak już wskazano na wstępie, rolą składającego nadzwyczajny środek zaskarżenia jest wykazanie
uchybień, o których mowa w art. 523 § 1 KPK, co z pewnością nie mogło się realizować poprzez czynienie hipotetycznych
założeń co do sposobu, w jaki na ubraniu powyższego świadka ujawniono ślady cząsteczek powystrzałowych. Tę kwestię
Sąd II instancji ocenił po dokonaniu wnikliwej analizy materiału dowodowego, w sposób znajdujący odzwierciedlenie
6