emocjonalnie, z dygresjami. „Męczyłyśmy się dwa tygodnie, gdzie w końcu spadł śnieg i mróz, nie miałyśmy wyjścia już
żadnego, trzeba było umrzeć, a tak bardzo żyć się chciało. Człowiek taki młody, a życie wtedy wydaje się takie piękne.
Na domiar złego ludzie z wioski wzięli nas i chcieli nas oddać żandarmom, nie było już wyjścia, ja cudem się wyrwałam,
siostrę z dziećmi zawieźli do żandarmerii, gdzie ją zawieźli do Treblinki, gdzie zginęła cała moja rodzina”. Potem relacja
staje się pobieżna i nie zawiera zbyt dużo szczegółów, ograniczając się do jednego zdania „Ja uciekłam do Niemiec, gdzie
przeżyłam na aryjskich papierach”. W życiorysie tym E. D. (M. W.) nie wspominała sołtysa M., ani nie wyjaśniała, w
jakich okolicznościach wyjechała do Niemiec na roboty przymusowe. Pomyliła także miejscowość, gdzie się ukrywała
(podając D. zamiast M.). Nie podawała też żadnych nazwisk. Powyższe nieścisłości i przemilczenia nie deprecjonują
natomiast udzielonego w 1996 r. wywiadu, ani nie podważają wynikających z tego wywiadu faktów. Należy dodatkowo
zwrócić uwagę, że E. D. sporządziła ten życiorys, starając się o podjęcie pracy w charakterze wychowawczyni na koloniach. Oczywistym jest zatem, że był on zdecydowanie krótszy i zwięźlejszy niż udzielony u schyłku swojego życia
„wywiad – rzeka”, w którym E. D. – prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu – mogła przedstawić w sposób swobodny
i bez ograniczeń swoją własną historię.
Błędem pozwanej nie było także, wbrew zarzutom apelacji strony powodowej, pominięcie informacji o E. M., którymi
dysponowała powódka F. L. oraz nieskonfrontowanie relacji E. D. z 1996 r. z wiedzą o jej życiu posiadaną przez jej
synów. Szczegółowe przedstawianie życiorysu E. M. było – jak wskazano powyżej – niecelowe, nie był on bowiem
bohaterem pracy pozwanych. Pozwana znała ponadto jego stanowisko. Z protokołów przesłuchań znajdujących się w
aktach karnych wynikało, że nie przyznawał się do postawionych mu zarzutów. Konsekwentnie twierdził, że do kryjówki
Żydów zaprowadził Niemców gajowy z C.. Wraz z innymi mężczyznami z wioski został tam zabrany, aby pochować
ofiary. Na czele pochodu szedł gajowy wraz z Niemcami, oni szli na końcu, celowo opóźniając się. Do miejsca, gdzie
była kryjówka, dotarli wówczas, gdy już wszyscy Żydzi zostali z niej wypędzeni. Był obecny przy egzekucji dokonanej
przez Niemców. Następnego dnia na rozkaz Niemców wraz z innymi mężczyznami z wioski pochował pomordowanych.
Zabrał kolczyki jednej z ofiar, które oddał później jednemu Żydowi z B., który opisał mu wygląd zamordowanej i mówił,
że to była jego narzeczona (k.238 i nn.).
Natomiast synowie E. D. – Z. W. i R. W. swoją wiedzę o życiu matki czerpali tylko i wyłącznie z jej opowiadań. Byli
zatem tzw. „świadkami ze słyszenia”. Obaj urodzili się po wojnie, mieszkali we W., z dala od M. i jego mieszkańców.
Nie mieli zatem możliwości, aby konfrontować z innymi opowieści matki. Pełnomocnik powódki w apelacji wskazuje
rozbieżności pomiędzy przedstawionym przez nich życiorysem matki a wywiadem udzielonym przez E. D. w 1996 r.
Należy zgodzić się z tymi wywodami. Pojawia się jednak kluczowe pytanie: czy to E. D. przekazała im błędne informacje,
czy też synowie źle zapamiętali relację matki. Obaj synowie zgodnie zeznali, że matka przez cały czas żyła z poczuciem
winy, miała traumę związaną z tym, że cała jej najbliższa rodzina (mąż, synek, siostry i brat z rodzinami, rodzice) zginęła,
a tylko ona jedna przeżyła. Nieczęsto mówiła na te tematy, nie opowiadała o wojnie. Można zatem odnieść wrażenie,
że wiedza świadków o życiu własnej matki była dość wyrywkowa, stanowiąc wypadkową jej wspomnień, informacji
wynikających z wywiadu, a także własnych domysłów i spekulacji. Obaj świadkowie obejrzeli też wywiad E. z 1996 r. i
dopiero z niego dowiedzieli się o niektórych zdarzeniach i osobach. Świadkowie nie do końca zdawali też sobie sprawę,
czego dotyczy spór sądowy, przeinaczając okoliczności niniejszej sprawy. Świadkowie byli natomiast zgodni, że matka
negatywnie wypowiadała się o E. M., choć w różny sposób tłumaczyli przyczyny tej niechęci. Należy ponadto zwrócić
uwagę, że podstawowe fakty w obu relacjach były zbieżne z wersją przedstawioną przez E. D. w wywiadzie z 1996 r.
Różnice pojawiły się natomiast na etapie szczegółów, przy czym nie sposób w chwili obecnej ustalić, co dokładnie synom
powiedziała E. D., ile z jej relacji zapamiętali synowie, w jakim zakresie uzupełnili te wspomnienia o własne domysły
i przypuszczenia. Za przykład może służyć fragment zeznania Z. W., w którym twierdził, że matka obwiniała E. M. o
wydanie jej rodziny, podczas gdy w swoim wywiadzie z 1996 r. E. D. takich zarzutów nie formułowała. Zdaniem sądu
apelacyjnego, gdyby taki fakt miał rzeczywiście miejsce, nie byłoby żadnych przeszkód, aby go ujawnić w wywiadzie.
Z powyższych względów trudno przyjąć, aby posiadane przez powyższych świadków wiadomości mogły posłużyć do
weryfikacji wywiadu E. D. z 1996 r.
Należy ponadto zwrócić uwagę, że w pracy badawczej historyka szczególne znaczenie mają źródła współczesne do opisywanych zdarzeń, „pochodzące z epoki”. Istotne jest także, czy ustne bądź spisane relacje pochodzą od naocznych
świadków. W przypadku „świadków ze słyszenia” ważne jest natomiast ustalenie, skąd autorzy czerpali wiedzę o opisywanych przez siebie zdarzeniach, a także, w jakich okolicznościach relacje te powstały. W niniejszej sprawie pozwana
decydujące znaczenie przywiązywała do relacji pochodzących bezpośrednio od E. D., przy czym - jako wiarygodny – wybrała wywiad udzielony wprawdzie w późniejszym okresie, ale w warunkach – w jej ocenie – pozwalających na swobodną
i szczerą relację. Natomiast relacje jej synów powielających jedynie i to w nie dość dokładny sposób jej wspomnienia
nie miały istotnego znaczenia dla przedmiotu tej sprawy, to jest oceny zachowań pozwanych w kontekście naruszenia
dóbr osobistych powódki.
14